Spotkania autorskie

Był u nas Łukasz Orbitowski

Zdjęcie przedstawia uczestników spotkania

Zdolny. Młody. Już ocierający się o najważniejsze polskie nagrody literackie. Z literackim portfolio bogatym. W każdej jak dotąd podejmowanej narracji radzący sobie przekonująco. Uciekający daleko od jakkolwiek by nie pojmowanej pozy „literata”. Nie ględzący komunałów, nie bajający niestworzonych rzeczy, ale za to szczerze, przekonująco (i potoczyście z reguły) opowiadający o sobie oraz swoim życiu. Twórczym i osobistym. 25 września był u nas Łukasz Orbitowski.

I spotkanie tematycznie orbitowało po naprawdę szerokich zagadnieniach i było tak różnorodne, jak jego literacka (i dziennikarsko – publicystyczna, bo tym też się para) działalność. Zawieszone gdzieś pomiędzy prywatnością pisarza, jego doświadczeniami, wydarzeniami i wyborami życiowymi a robotą pisarską. O tych jego wyborach życiowych dość sporo było, bo jak się okazało, nieraz korespondowało to z jego literaturą. Opowiadał m.in. o tym dlaczego wybrał takie a nie inne studia (filozofia na UJ) oraz swoim życiu w ich czasie („było ciekawie, wesoło, szeroko, ale i niebezpiecznie”). O wyjeździe do USA (2004 rok) i wątku amerykańskim (pracował fizycznie na budowie w Bostonie, tam pisał swoją pierwszą książkę – „Tracę ciepło”). O późniejszym etapie, gdy mieszkał w Kopenhadze (tak sobie etap ten wspomina). O niemocy skończenia książki, którą wtedy w Danii pisał („Szczęśliwa ziemia”, nominowana do nagrody Nike i Paszportu Polityki, kilkukrotnie zmieniana). Sporo miejsca w dyskusji poświęcono jego tegorocznej, głośnej i ciepło przyjętej powieści pt. „Inna dusza”, która jest fikcją literacką ale zbudowaną na podstawie autentycznych wydarzeń (podwójne morderstwo dokonane przez młodego człowieka w Bydgoszczy lat 90-tych; brak jakiegokolwiek motywu ich popełnienia). O detalach z nią związanych i głównych bohaterach debatowano. O zainteresowaniach pozaliterackich było mówione (muzyka). O wycieczce do Afryki, której pisarskim pokłosiem okazał się dziennik podróży pt. „Zapiski nosorożca”. O życiu w Warszawie (tam aktualnie mieszka). O „wizerunku” literata (którego Łukasz Orbitowski, też fizycznie, jest totalnym zaprzeczeniem; bardziej tu kojarzy się z graczem rugby, profesjonalnym instruktorem fitness czy gniazdowym z kibicowskiej trybuny stadionu piłkarskiego). O technicznych aspektach pisania (jak pisze, kiedy pisze, czy pisanie to u niego mitręga i zmaganie czy może czysta przyjemność, czy pisząc ma choć trochę czytelnika na horyzoncie?). O paru innych jeszcze kwestiach.

Co nie zostało powiedziane w części oficjalnej – dopowiadane, wyjaśniane i dyskutowane było w kuluarach oraz części pozaoficjalnej – krótkiej i intensywnej, ale zajmującej.

Fajne spotkanie.

Ktoś może będzie tu narzekał, że skoro takie fajne to czemu tak mało oddano głosu pisarzowi w tej pararelacji? Bo po pierwsze – to nie stenogram czy protokół. Po drugie – to trochę jak z koncertami: w nich się bierze udział w realu a nie ogląda na youtube albo klika status na fejsbuku (biblioteka w tym miejscu dziękuje licznie zebranym uczestnikom, którzy mimo niepogodnej aury zdecydowali się spotkać twarzą w twarz z pisarzem). Po trzecie – wrócimy do tego, co zaznaczone tu zostało na samym początku: Łukasz Orbitowski to nie jest odklejony od najnormalniejszej rzeczywistości pisarz, który rozdaje z rękawa filozoficzne recepty na życie, słuszne idee i prawdy objawione. On raczej w ostrej kontrze do tego. Życie i cała reszta go interesuje, prywatnie i pewnie w znacznej części literacko.

„W życiu nie da się iść cały czas jedną ścieżką”. O, jest i cytat autorski na koniec, dość celnie chyba odnoszący się do niego i jego pisania.

 

Materiał Tv28:

http://www.tv28.pl/6231-lukasz-orbitowski-w-miejskiej-bibliotece-w-limanowej

Galeria

Wróć do góry